Z Budapesztu na Majorkę :)

Zaczęło się niezbyt zachęcająco. Budapeszt powitał mnie silnym wiatrem i zachmurzonym niebem. Samolot jakim miałem dziś lecieć to Boeing 747, słynny JumboJet. W samolocie zasiadłem około 19 ale do odlotu daleka droga. Przed każdym lotem kżdy pilot spędza mnóstwo czasu na papierkową robote. Trzeba dzaplanować trasę, sprawdzić pogodę (do tego służą ściągane ze stacji metereologicznych z całego świata specjalne raporty. W symulatorze mam specjany program który ściąga mi i ustawia pogodę taką jaka w rzeczywistości panuje w danej części świata (zależy gdzie jestem ) więc takie raporty przed lotem i ja musze przejrzeć). Nastepna sprawa to planowanie paliwa. To bardzo ważny element każdego lotu. Nie można zatankować do pełna bo wtedy samolot waży więcej i spala też więcej. Planuje się więc zużycie paliwa dla poszczególnych faz lotu (jest do tego mnóstwo tabelek i wzorów) dodaje rezerwe na godzinę lotu plus trochę na kołowanie. Wszystko to jest czasem mocno pomerdane (samolot pali paliwo  różnie w zależności od wysokości lotu,  wiatru itd.). Na koniec trzeba przestudiować mapy lotnisk (docelowego i startowego) zaplanować lotnisko zapasowe i mnóstwo innych rzeczy. Tak więc zeszła mi nad tym  godzina 🙂 Ale w końcu siedzę w boeingu który jest   całkowicie wyłączony ( w realnym świecie rzadko kiedy  samolot jest wyłączany całkowicie. Zazwyczaj nie stoi on bezczynnie bo to kosztuje i po jednym locie zmienia się ząłoga i leci gdzie indziej).


Budapeszt. Stoję w Boeingu 747-400 przy terminalu (jakość budynku słaba ale to dlatego ze zmniejszyłem detale na minimum , ze względu na niezbyt mocny komp). Będe leciał  dla linii British Airways (Polskie linie 747 nie mają).

Na początek obchód samolotu. Pilot sprawdza wizualnie każde elementy samolotu, czy aby na pewno wszystko jest oki, nie ma żadnych wycieków czy pęknięć.


Potężne silniki B747. W tej chwili nie pracują i można podejść bliżej 🙂 W tle wieża kontrolna i szare okolice lotniska….


I podwozie…. Te koła potrafią wiele wytrzymać.


Samolot wygląda w porządku więc można wejść do środka.


Pasażerów jeszcze nie ma a ja zmierzam do kokpitu 🙂


No i mamy kokpit… Oczywiście wszystko odwzorowane jak w realu…. Aż miło popatrzeć

Moje siedzonko 😀 Za oknem Boeing 777 szykuje się do kołowania…


Uruchamianie wszystkich podsystemów tego samolotu trwa dość długo… Tutaj widać że podstawowy osprzęt już działa. Na radarze pogodowym (po lewej, górnej stronie) widać że niedaleko ode mnie szaleje burza… Słyszę już grzmoty , miejmy nadzieje, że nie odwołają startów.


Zewnętrzna kamera ukazuje Boeinga już oświetlonego i czekającego na wypychanie.


Po środku widać FMC (komputer zarządzania lotem). Do niego wpisuje się poszczególne punkty trasy, wysokości lotu nad nimi i wiele innych. Dzięki temu autopilot B747 może poprowadzić smaolot po csłej zaprogramowanej trasie (nikt nie będzie przecież trzymał sterów tego potwora przez kilka-kilkanaście godzin 🙂 ) Tu mała uwaga. KAżDE lotnisko na świecie  posiada czteroliterowy kod identyfikacyjny..Budapeszt ma LHBP. Dla warszawskiego Okęcia jest to EPWA (E- europa, P- Poland, WA – warszawa). Tak smao jak wszystkie  pomoce nawigacyjne (radiolatarnie, radary,  systemy naprowadzania i wiele innych). To wszystko wpisuje się do FMC widocznego na powyższym obrazku 🙂


Oki. Skontaktowałem się z wieżą (Flight simulator posiada dość zaawansowany system komunikacji z kontrolą lotu) i zezwolili na start. Następnie zostałem wypchany ze stanowiska (tak duże samoloty nigdy same nie cofają ze stanowisk tylko są wypychane przez obsługę naziemną. W czasie wypychania uruchamiane są silniki) Silniki uruchomione więc mogę kołować


Kołuję na pas startowy według zaleceń wieży (drogi kołowania są specjalnie oznakowane i trzeba mieć mapę lotniska aby wiedzieć którędy kołować)


I na pasie 31L (oznaczenia pasów też nie są przypadkowe. To pierwsze cyfry kierunku w jakim zwrócony jest pas. Ten tutaj ma  kierunek 310 stopni dlatego mamy 31. L to po prostu lewy pas (obok znajduje sie 31R.) Po drugiej stronie pasa (pasy startowe są dwukierunkowe choć w danej chwili otwarty dla  startów i lądowań jest tylko jeden kierunek) mamy oznaczenie 13L czyli 130 stopni(bo wtedy pas ma kierunek o 180 stopni odwrócony).
Zachmurzenie duże choć wieża podaje, że nadchodzi  przejaśnienie.Zobaczymy

Uzyskałem pozwolenie na start. Daleko przede mną nad pasem widać światła innego samolotu, który podchodzi z drugiej strony do lądowania. Na szczęście kontroler się skapnął i odesłał go na krąg (krąg nad lotniskowy to po prostu obszar w którym samoloty latają w kółko , czekając na swoją kolejkę do lądowania. Stosuje się to przy dużym zagęszczeniu ruchu. To tak zwany HOLDING)

Startuję…..


I do góry 🙂


W powietrzu. Zaraz schowam podwozie. Opuszczam ten szaro bury Budapeszt.


No i prognozy mówiły prawdę. Nad Budapesztem mgły a powyżej…. Przejaśnia się 🙂 I ściemnia 😉 Daleko w dole lotnisko ..


W stronę zachodzącego słońca 🙂


Pod nami Budapeszt… (wiem nie widać :P)


Zbliżam się do granicy z Austrią…. Za samolotem widać już lekkie smugi kondensacyjne (to te białe smugi które samolot ciągnie za sobą na niebie. To nie spaliny!! Na dużych wysokościach powietrze jest rozrzedzone a silniki wytwarzają za sobą podciśnienie. Stąd powstają smugi)


I jestem w Austrii. Niestety zahaczam tylko lekko o południowe Alpy…. Za chwilę Włochy 🙂

Po kilku godzinach lotu wreszcie zbliżam się do Majorki (odległość z Budapesztu to 900 mil)


No i Majorka 🙂 Podchodzę powoli do lądowania. Szkoda że jest noc i nici z ładnych widoków :/

Widzę już pas. Samolot ustabilizowany, autopilot wyłączony. Wiatr się zerwał:/ Niedobrze


No i tuż nad pasem dostałem boczny  podmuch. W takim przypadku nie ważne staje się nawet to ze samolot waży kilkaset ton… Natura… Ale chyba dam rade wyprostować.

Uff… Wylądowałem. Contact Ground da mi zaraz namiary do kołowania na postój,

No i kołuję do terminalu….


STOP! Nareszcie na miejscu. Pozostaje spisac raport i wyłączyć silniki. Za chwilę przyjdzie kolejna załoga i odleci nim w świat… A ja muszę wreszcie odpocząć 🙂